Ból ucha, ot taka zwykła, ale bardzo męcząca dolegliwość. Sobota wieczór. Wpisuję w przeglądarce hasła: laryngolog 24 Warszawa – wynik: ostry dyżur w Szpitalu Czerniakowskim. Jadę. Na miejscu pusto, pytam więc czy oby na pewno szpital pełni dziś dyżur? Odpowiada mi ochroniarz: – Panie, jaki dyżur? Wszystko zamknięte! – Ale w internetach czarno na białym jest napisane, że szpital dziś dyżuruje – nie daję za wygraną. – Panie kochany ja kiedyś w telewizji widziałem, że gdzieś coś można pojechać i zobaczyć, i wiesz pan co, pojechałem specjalnie a tam łyse pole! – Rozumiem – ucinam rozmowę. – Proszę mi tylko powiedzie, który szpital może mi pomóc?. – Międzylesie, rzut beretem za Wisłę – odpowiada ochroniarz.

Wsiadam w auto i jadę. Po 20 min jestem na miejscu. Sprawdzam czy oby na pewno szpital ma dziś dyżur laryngologiczny i trafiam na izbę przyjęć. Mijam ludzi, pacjentów śpiących na krzesłach, zabieganych ratowników medycznych i młodą kobietę w obstawie policji. Zakuta w kajdankach też czeka. To SOR, na szczęście mnie wysyłają kilka pięter wyżej. Po kilku minutach jestem pod gabinetem. Pusto, w środku jakiś pacjent. Moja wizja korytarza pełnego ludzi nie sprawdziła się! Wspaniale, dzwonię do domu i potwierdzam, że niedługo będę. W końcu rano chrzest Antka.

Niedługo później pacjent opuszcza z uśmiechem gabinet. Mi jednak każą czekać. Po chwili przyjeżdża na łóżku tzw. pilna pacjentka, starsza kobieta. Trzęsie się. No cóż, to zapewne priorytet. Rozumiem. Mija co najmniej godzina. W tym czasie pod gabinetem jest już spora kolejka. Na szczęście wciąż jestem pierwszy.

Hałas w korytarzu! Rozpoznaję dźwięk kółek szpitalnego łóżka. To kolejny pilny pacjent, starszy pan z zabandażowaną twarzą. Trafia od razu przede mnie. Kolejny priorytet. W normalnej sytuacji pod gabinetem walczyłbym o swoje miejsce, tu jednak trzeba się zachować.

Po kilkunastu minutach z gabinetu wychodzi lekarz i każe mu zejść z łóżka. – Łóżko jest potrzebne dla innego pacjenta – tłumaczy. Facet siada na krześle. Zaczyna się trząść, pluje krwią i niechcący wyrywa sobie welfron z ręki. Jesteśmy oddzielni szybą i nie mogę zareagować. Po chwili zwracam uwagę pielęgniarce, która kiwa głową ze zrozumieniem, ale mija go bez reakcji. Dopiero po chwili doprowadzają go do porządku. Jeśli takiego pacjenta trzymają tak długo przed gabinetem, to co dopiero my!? Zwykli, mniej pilni…

Po dwóch godzina bycia liderem kolejki dowiaduję się, że ostatni pilny pacjent będzie miał zabieg i wszystko potrwa około trzech godz. Dochodzi 12 w nocy. Poddaję się, oddaję swoje pierwsze miejsce w kolejce. W mieście zamieszkanym przez blisko dwa miliony ludzi nie ma dla mnie publicznej pomocy. Wracam do domu. Po drodze postanowiłem jeszcze zaryzykować i wpaść na świąteczny dyżur internisty do Szpitala Praskiego. Jeden pacjent w gabinecie i ja w korytarzu. Po chwili jestem już w środku. Dyżurna lekarka przekonuje mnie, że powinienem pojechać do Międzylesia na dyżur laryngologiczny. – Dziękuję ale już byłem. Mieszkam w Polsce, muszę być twardy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *