Papieros, trening i dieta, to przeciwnicy z którymi zawsze na początku roku chcemy się mierzyć. Prężymy muskuły wypalając drugą paczkę w trakcie Sylwestra, a wcześniej – kupując alkohol – lustrujemy ukradkiem półkę z produktami bio.

Dziwne, że nie jesteśmy jeszcze na etapie podejmowania pod wpływem noworocznych emocji decyzji zakupowych, tak jak ma to miejsce przed Świętami. Ciekawe też, czy istnieją badania o ile w pierwszych dniach stycznia zmniejsza się sprzedaż wyrobów tytoniowych, a wzrasta liczba zamienników? W każdym razie, większa cześć społeczeństwa podejmuje walkę z przeciwnikami, których strategia nie różni się specjalnie od taktyki używanej przez takie tuzy jak Napoleon, Żółkiewski czy Sikorski.

Z jednej strony my – napięci do granic wytrzymałości, zdecydowani i gotowi do walki – z drugiej paczka papierosów, karnet na siłownie i nowe menu. To my atakujemy pierwsi, i nawet jeśli po pierwszych szarżach notujemy drobne porażki, to i tak po chwili wychodzimy na prowadzenie. Jest dobrze. Fakt, trochę popalamy, ale co tam, jesteśmy najlepsi.

(…) zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska – powiedział Marszałek Józef Piłsudski, jeden z najwybitniejszych wojennych strategów XX wieku. Dlatego po dwóch tygodniach szczęśliwej kampanii nagle coś dzieje… Nasze morale spadają. To dziwne, bo zwycięstwa powinny nas budować.

Nasi przeciwnicy przechodzą do kontrofensywy. Piłsudski w 1920 r. przejrzał przeciwnika, znalazł jego słabe strony i szybko się z nim rozprawił. Nasi przeciwnicy korzystają z tej samej strategii. Podsłuchują nas, wiedzą co myślimy i wiedzą w co uderzyć. Zyskali też sprzymierzeńca – to los, który zdecydowanie gra na naszą niekorzyść. Prawdziwa walka dopiero się zaczyna, a my już jesteśmy wyczerpani. To dlatego, że popełniliśmy błąd już na samym początku, rzuciliśmy do walki nasze najlepsze siły. W 1410 r. na polach Grunwaldu król Władysław II Jagiełło zanim posłał do bitwy ciężkozbrojnych wysłał naprzeciw Krzyżakom lekką jazdę litewską i tatarską. My w 2019 r. zrobiliśmy zupełnie odwrotnie.

Zbliża się ostatnie uderzenie, a zada je kolejny nowy przeciwnik – stres. To sprzedajny psubrat – raz jest z nami i dzielnie wspiera w codziennych zmaganiach, ale często za naszymi plecami kopie dołek, i czeka na nasz krok w tył. Zniechęcenie dziesiątkuje nasze szeregi. Dochodzimy do wniosku, że wcale nie jesteśmy tacy fajni. Nie sposób nie myśleć teraz o przegranej kampanii we wrześniu 1939 r. Przyczyny były podobne jak dziś. Zapał i brak przygotowania.

Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i? – jakoś to będzie… powiedział z kolei Wolski piórem Adam Mickiewicza w poemacie Pan Tadeusz. Historia kołem się toczy.

PS Szkoda serca i głowy na rozwodzenie się… Szkoda też czasu. Postanowienia trzeba naturalnie wkomponować w nasz codzienny tryb życia. Zamiast od razu przestać kurzyć, zrezygnujmy z porannego papierosa, a potem nie palmy np. do południa. Po co od razu kupować karnet na siłownie, skoro przed, albo po pracy możemy zrobić kilka, a potem kilkanaście pompek, przysiadów i podskoków. Możemy też pobiegać wokół osiedla. Dieta? Zacznijmy pić więcej wody, a fast foody ograniczmy do minimum. Te zmiany wcale nie muszą być duże i wcale nie musi towarzyszyć im taka celebracja. Zastosujmy taktykę lekkiej jazdy, potem przyjdzie czas na ciężkozbrojnych.

Na końcu warto rozwinąć cytat Marszałka Piłsudskiego, który wykorzystałem wcześniej: Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo (…).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *